Akademik
Horror samotności na 10 piętrach. Czuję się źle. Brak gitary, muzyki, książek, swobody, rozumiejącej wspólokatorki.. Nie wytrzymam tak dłużej. Prędzej oszaleję w huraganie własnych codziennych przemyśleń, pustoszących mój wewnętrzny spokój.
| pn | wt | sr | cz | pt | so | nd |
| 29 | 30 | 01 | 02 | 03 | 04 | 05 |
| 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 |
| 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 |
| 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 |
| 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 01 | 02 |
Horror samotności na 10 piętrach. Czuję się źle. Brak gitary, muzyki, książek, swobody, rozumiejącej wspólokatorki.. Nie wytrzymam tak dłużej. Prędzej oszaleję w huraganie własnych codziennych przemyśleń, pustoszących mój wewnętrzny spokój.
Wszystko się posypało
Nie mam gdzie mieszkać.
Miejsc w akademikach nie ma..
Dobrze, że są osoby, które chcą mi bezinteresownie pomóc.. W takich chwilach to jedyna deska ratunku.. nawet jeśli owa pomoc okazuje się zwykłym pocieszeniem
Jutro wyjeżdżam. Torba do ręki, gitara na plecy...
Może w ostatniej chwili stanie się cud i nie będę musiała spać na... dworcu...
Dopadło mnie tak nagłe
chwyciło w momencie pięknego uniesienia.. prawdziwej szczęśliwości..
..i nie chce puścić.
Film o miłości wycisnął ze mnie potoki łez
Że znowu jest coś nie tak ...
więc z tego co na chwilę obecną pamiętam:
-gitara!!! więcej, intensywniej!
-nauka-systematyczniej! [choć odrobinę!]
-stowarzyszenie: oaza studencka? neokatechumenat? [priorytet!]
-urozmaicać życie studenckie [jeszcze się okaże jak ;p]
-nie być gburowatą babą-lecz miłą dla otoczenia [nawet jeśli mam chęc pozabijać wszystkich wokół]
-planować dzień-by nie spędzać niepotrzebnych godzin przy komputerze
-nieodstraszać swoją męskością mężczyzn --'
c.d. oczywiście nastąpi, nie przeczę - jestem ambitna ;)
Jest 1.. nie moge zasnąć. Nawet fakt, że lekarstwo na przeziębienie "może powodować uczucie senności" na nic się zda..
Z nerwów boli mnie wszystko - począwszy od serca skończywszy na ostatniej szarej komórce {jeśli jeszcze jakieś tam są?} Za 4 godziny muszę wstać {a ja jeszcze nie śpie! Halo,halooo! Znowu chorujemy na bezsenność?}
Samotna wyprawa do Szczecina. Modle się by pierwsza oferta stancji była po 1-aktualna, po 2-odpowiadająca moim skromnym wymaganiom, o których nie będę się tutaj rozwodzić..
Mam nadzieję, że jak wrócę i wieczorem raz jeszcze przeczytam tę notkę to będę mogła uśmiechnąć się do siebie... Że już jest dobrze, że już po wszystkim...
Kurcze, wróciłam do pisania.. :) to chyba znak, że ze mną wcale nie lepiej...
Idę błagać o sen... [jak ktoś zobaczy w drzwiach takiego niewyspanego zombiego to na bank nic nie znajdę ;p]
Tym humorystycznym [haha,jak cholera -_-'] akcentem kończe moje nocne zadumki :)
Dzisiaj doszło do mnie co tak bardzo mnie denerwuje i zniechęca w Mszy Świętej. no bo tak: wychodzimy z założenia, że Jezus Zmartwychwstał, jest naszym Panem, Zbawicielem, Kimś komu możemy w pełni zaufać... i... i tutaj pojawia się wielka przepaść - między tym jak wypowiadane są te słowa a tym co dla nas znaczą.
Odpowiedzmy sobie na pytanie - czy takie wydarzenia w ciągu roku liturgicznego jak Narodzenie, Zmartwychwstanie, Wniebowstąpienie są dla nas radosne?
Oczywiście, że tak.. Każdy w pełni rozumny człowiek – Nawet ateista rozróżniłby te smutne od tych radosnych...
Więc dlaczego ksiądz wypowiada je w taki sposób jakby miał żałobę 365 dni w roku? Dlaczego nie może nawet słów "przekażmy sobie znak pokoju" powiedzieć z uśmiechem?
Rozmawiamy o miłosierdziu, które powinniśmy wdrążać w nasze życie, o nadziei, miłości...
Czy podczas głoszenia homilii o takiej tematyce trudno jest ukazać mimiką twarzy, że jest to wydarzenie, dzięki któremu szczęście powinno emanować w nas od środka – by uwidocznić się w postaci uśmiechu i szczęśliwego NIEmonotonnego głosu?
Dlaczego podczas pasterki odpływam, a w Wigilie Zmartwychwstania Pańskiego myślami jestem w innym miejscu na Świecie?
Czy tak ciężko mówić o tych sprawach z uśmiechem na ustach, skoro tak bardzo kochamy Boga i chcemy by był On na pierwszym miejscu w naszym życiu?
W czasie każdej Mszy wpadam w ogromne poczucie winy...
Mam nadzieję, że dożyje Eucharystii, która rozgrzeje moje serce.
Będę na to czekać.
Jeszcze ciężej mi na sercu.
Wiele spraw miało zostać dziś rozwiązanych, jednakże tak się nie stało. Z dnia na dzień utwierdzam się w przekonaniu, że im dalej idę tym droga jest bardziej stroma i kamienista..
Czy ma mnie to przygotować przez tym co bedzie Jutro...?
Jeśli tak, to boję się Jutra.
Dawno mnie tutaj nie było.
Nie wiem czy jest sens wracać, skoro swoje serce zostawiłam w Bieszczadach...
Doskwiera mi samotność.
Samotność na ogromną skalę...
kiedy to nie ma do kogo otworzyć ust.
W wirtualnym świecie słowa są zbędne
czasem wystarczy zwykłe <przytul> by otrzymać to czego tak bardzo pragnie się w realnym świecie..
To jest: Wysłuchania, przytulenia, czy chociażby trwania z drugim człowiekiem. Posiedzenia tuż obok... Tyle naprawdę wystarczy...
Czasem wydaje mi się, że moje wymagania względem drugiej osoby są prawie że niewidoczne. Są one przysłonięte moją ogromną tęsknotą, jaką skrywam w sobie od tak długiego czasu...
Kiedy to potrzeby jest ktoś, by poczuć się człowiekiem a nie wegetującym organem z mp3 na uszach, odciętym od jakiejkolwiek rzeczywistości...
Gdy patrzę na siebie 'z perspektywy czasu' to widzę dziewczynę, która zawsze pragnęła otoczyć się gronem przyjaciół, z którymi mogłaby iść przez życie... Ale tak nigdy nie było.
Dziś jest mój czas użalania się nad sobą.
Dziś jest moja chwila by powiedzieć, że naprawdę doskwiera mi samotność, która z dnia na dzień mnie wyniszcza...
„But in the heart of darkness
Our hope lies lost and torn
All flame like love is fleeting
When there's no hope anymore”
...