Ostatnie Wpisy

7 lat później

09. września 2017 19:07:00

Znalazłam tego bloga jakiś czas temu. W odmętach internetu, pogrążona we własnych myślach uświadomiłam sobie, że go kiedyś miałam. Byłam w kompletnym szoku, że wszystkie moje przemyślenia spisywane w tak newralgicznych momentach mojego życia nadal tutaj są. 

Zakurzone, pokopane, rozszarpane...

Może to jakiś sposób na autoterapie. Układanie swoich myśli i spisywanie ich w miejscu, w którym nikt Cie nie zgnoi. 

Bo wydawało by się, że jesteś miejscem opuszczonym.

Wydawałoby się, że po tylu latach dojrzałaś, poukładałaś sobie życie i powinnaś być pewnie szczęśliwą mężatką (ha, ha)

Ale się okazuje, że nie koniecznie.

Jeszcze tu wrócę.

Nouvel horizon.

26. grudnia 2010 02:17:00

Uwielbiam moje chwile zatrzymania. Wychodzę ze swojego ciała, staję obok - i się przyglądam.
Dlaczego mam włosy schowane za ucho, mimo, że tego nie lubię? Dlaczego się garbię? Dlaczego wiele razy mówię „nie chcę mi się” choć w gruncie rzeczy mam masę energii, która mogłabym spożytkować na stworzenie czegoś niebanalnego? Dlaczego twierdzę, że jestem niewystarczająco dobra/ambitna/zdolna by się za coś zabrać, a w gruncie rzeczy wystarczającym bodźcem mogłaby być tylko wiara w siebie? Dlaczego już przeszło rok marzę o lustrzance i byłam gotowa zrobić wszystko byleby tylko moje marzenie się ziściło?
Koniec roku.
To czas by po raz kolejny zająć się postanowieniami. Banalne, zawsze mnie to śmieszyło. Skoro całe życie nie dałaś rady, to dlaczego niby początek roku miałby to zmienić?
Ano właśnie dlatego, że to jest kolejny etap, który coś zamyka i rozpoczyna coś nowego. Nawet jeśli to jest tylko zmiana cyfry 10 na 11...
Wszystko może być bodźcem do zmian.
Nie zamierzam się poddawać, tkwić jak wcześniej w komicznych związkach i rezygnować z marzeń.
Pora się za siebie zabrać. Na poważnie.

7 lat

02. września 2010 01:09:00

No właśnie... 7 lat minęło odkąd pierwszy raz tutaj napisałam. I cóż sentyment pozostaje. Ja przeniosłam się w inne miejsce.. pisanie z czasem zamieniło się z fotografowanie. Mówienie w słuchanie. Ludzie się zmieniają.

A inne sprawy? Na dzień dzisiejszy wiem, że źle robie. Ale jestem szczęśliwa. On mieszka 150 km ode mnie - w wakacje, w roku akademickim odległość zwiększa się do ok 300 km. 

Za rok kończę studia. I jednocześnie kontynuuje, te króte zaczęłam w ubiegłym roku. Wieczny student? Cóż, okażę się :)

Ważne by robić to co się lubi i spełniać swoje marzenia. Ja w nie głęboko wierze.

The stars, the moon, they have all been blown out

10. marca 2010 11:46:00

Z każdym dniem jesteś coraz dalej.
Już nie 8 tysiecy km, lecz 8 miliardów lat świetlnych dzieli nas...

Nie ma powrotu.

Czasem się zastanawiam po co w ogóle w naszym życiu ktoś się pojawia... Tutaj od razu nasuwa się myśl, że przecież nowe doświadczenia, wspomnienia, do których potem miło się wraca... Ale ja już tak nie chcę. Wolę żyć w swoim hermetycznie poukładanym świecie, niż co jakiś czas przeżywać kolejny upadek. Upadek, który wcale nie buduje... z którego może i nie jest tak trudno się podnieść, ale powodujący, że tracę wiarę w drugiego człowieka.

On wybrał karierę. 

Ja po raz kolejny wybieram Boga. Hipokrytka, która nie ma do kogo pójść, więc biegnie w ramiona Tego, który zawsze wysłucha.. pocieszy...

Wierzę w to, że to był ostatni raz kiedy upadam... mam nadzieję, że spowiedź, na którą przygotowywuję się od miesiąca będzie ostatnią, której muszę się obawiać. Ostatnia, w której padną pewne ciążące słowa...

bez polotu.

01. lutego 2010 19:24:00

Wszystko się zmienia.
Dosłownie wszystko.
Podejście do życia, patrzenie na Świat... wszystko nagle staje się kolorowe. Chęć spełniania się, realizowania swoich marzeń i szukania własnej drogi..
W sumie to sprawka pewnego osobnika, którego poznałam kilka miesięcy temu...
Zastanawiam się jak to będzie
Zawsze byłam na ‘nie’ - dla związków na odległość
A tu... psikus.

Czas...

23. października 2009 23:27:00

Zaczęłam drugi kierunek. Też dziennie. Ten, o którym marzyłam od kilku lat.
Geografia jest moja. 
Prawdopodobnie jestem na drodze swoich marzeń.
Mogłabym śmiało stwierdzić, że się realizuję...
Ale...
Zawsze jest jakieś ale.

Wątpię w przyszłość. Coraz częściej zastanawiam się czy to co robię ma jakikolwiek sens. Czy może zbyt wiele od siebie wymagam? A może przyszłość nie będzie aż tak straszna na jaką się zapowiada...  

W głowie pojawiła się nowa idea. Motyw, przed którym broniłam się przez tak długi czas. Drugi człowiek. Partner. 
Którego brak.
Samotność, która nie doskwiera, lecz tylko zastanawia. 
Czy to jest normalne?

A może wypłycam się?

Czy czas działa erozyjnie na moją psychikę oraz duszę?

Nierealne

21. czerwca 2009 02:09:00

W gruncie rzeczy czuję się źle. Nie mam chęci na nic. Czuje, że wszystko co robię jest pozbawione jakiegokolwiek sensu. Zatracam się. Nie wiem czego tak naprawdę oczekuję od innych. 
Nadoptymistyczne słowa pocieszenia tylko mnie rozdrażniają. Myślę wtedy: skąd Ty możesz mieć pojęcie o tym co teraz mogę czuć, co teraz przeżywam!?
Bezsens.
Chyba w końcu muszę przestać uciekać. Po prostu do jasnej cholery cieżko mi jest się zmierzyć z rzeczywistością. Boję się kolejnej porażki. Boję się konfrontacji z własną ambicją. Obawiam się poniedziałku, kiedy już po wszystkim znów spojrzę w lustro i będę musiała przyznać się przed samą sobą, że po raz kolejny zawaliłam. Po raz kolejny okazałam się słabą istotą, która zbyt wysoko postawiła sobie poprzeczkę.


Tak,     właśnie tego się boję...

Bez tytułu..

07. marca 2009 13:23:00

Nie wiem czy chcę TU wracać.
Nie wiem czy powinnam.
Dzisiaj jest wybitnie nie mój dzień. Sama nie wiem po co tkwię, w tym półpłynnym świecie złudzeń i cielesnych znieczuleń. Wszystko mnie przytłacza.
Bezsens studiowania. 
Przez chwilę myślałam, że wszystko jest ok. Myślałam, że IM zależy
Cholerne złudzenia. 
Jestem głupią hipokrytką, która imaginuje sobie teraźniejszość w zniekształconych barwach i kształtach... Hipokrytką, która więcej wymaga od innych, aniżeli od siebie, która mówi, że jest sobą a w rzeczywistości jest wierną kopią wszystkich wokół...
Mam już siebie dość...

empty

26. listopada 2008 20:16:00

Niech mnie ktoś przytuli i powie, że wszystko będzie dobrze... Nie daję rady.

poza granicami ambicji

23. listopada 2008 16:57:00

Uczyć się tylko tyle by zrozumieć podstawy. Bez ściąg bez nadziei na jakieś większe stopnie. Objawienia doznałam po 3 dniach nauki na kolokwium. Z którego dostałam 3. Potem zaczęłam analizować: jaki jest cel mojej nauki skoro dostaje nic warte 3!? I rozwiązanie przyszło dwa tygodnie później. Była środa. Noc. W głowie NIC. Cały akademik śni od dobrych kilku godzin. Idealna pora na naukę. Nic nie jest w stanie rozproszyć. Godzina 2. Notatki w ruch. Czytam ze zrozumieniem tekst. Godzina 4.. wypadałoby pójść spać. Na 10 dwa kolokwia. Jeszcze po przebudzeniu przypomnienie sobie treści merytorycznej ...i w drogę. Godzina pisania. Ok. 20 pytań otwartych. I oto proszę wynik: pierwsze koło 3, drugie 4.
Ambitnie ścieżką usłaną trójami zamierzam iść dalej... bez stresu. Bez większych emocji.
Podsumowując wesoło cytatem, do którego dojdzie prędzej czy później każdy student: „po co się męczyć i tak po studiach nie będzie pracy!”

Bez stresu. Bez emocji. Wegetujemy... płyniemy.
A w marzeniach własny pokój, bez współlokatorki, która podgrzewa w mikrofali zepsuty bigos, którego woń przenosi się na całe piętro... mija 3 godzina - ja nadal czuje, jej cudowny obiad. Pewnie pół piętra także...
Ech. Geniusz kulinarny.


Od dluższego czasu analizuje zachowania ludzi. Dochodze do wnisku, ze rasa ludzka jest gatunkiem tak beznadziejnym, iż pozostaje mi tylko ubolewanie nad obiema marnymi, żałosnymi płciami...

XXI wiek

01. listopada 2008 03:32:00

Jeśli znajdziesz kogoś kto będzie chciał słuchać twoich wywodów przez kolejne 20 lat, to wiedz, ze jesteś prawdziwym szczęściarzem... romantycy już dawno wyginęli - niczym dinozaury, które zdominowały ziemskie ekosystemy około 230 milionów lat temu...
natomiast miłość jest pojęciem faktycznie zapomnianym. A jeśli już pojawia się na czyichś ustach, to tylko dlatego, ze globalizacja to już dzisiaj nie nowość.

3.46 dobranoc.